Blog
Aleksander Surdej
Aleksander Surdej
Aleksander Surdej Ekonomista, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Kierownik KSE
0 obserwujących 35 notek 35203 odsłony
Aleksander Surdej, 14 marca 2012 r.

Pełzająca reforma emerytur

Dociekliwy obywatel ma jednak prawo zapytać, co ile lat konieczna jest reforma emerytalna, skoro pamięta jeszcze o tym, że reforma z roku 1999 miała doprowadzić do powstania systemu emerytalnego, który jest zarówno trwały, jak i efektywny, czyli zapewniający przyszłym emerytom wyższe świadczenia. Czy więc reforma sprzed zaledwie kilkunastu lat była błędem? Na czym powinny polegać zmiany w systemie emerytalnym, aby nowy system okazał się i trwały, i elastyczny?

Reforma, czyli zadłużenie ZUS

Przypomnijmy, że reforma z roku 1999 nazywana była reformą systemową. Wprowadzającym ją chodziło o odejście od systemu finansowania wyłącznie bieżącego, w którym środki na wypłaty dla emerytów pochodzą ze składek obecnie pracujących, i przejście do systemu ze znacznym udziałem finansowania dzięki inwestowaniu (kapitalizacji) indywidualnych składek. Nowy system miał prowadzić do "bezpieczeństwa dzięki różnorodności". O ile w starym systemie 100 procent świadczenia pochodziło z finansowania bieżącego, to w przyszłości znaczny - a nawet według niektórych obietnic dominujący - element przyszłego świadczenia pochodzić miałby z dochodów kapitałowych.

Twórcy nowego systemu wiedzieli, że takie przejście jest kosztowne, gdyż kapitalizowana składka będzie przekazywana inwestującym podmiotom, w tym przypadku Otwartym Funduszom Emerytalnym (OFE), przyczyniając się do niedoborów w kasie ZUS. Minister Jacek Rostowski wyliczył, że od roku 1999 do końca 2010 przekazano OFE 232 miliardy złotych. W starym systemie suma ta trafiłaby do ZUS, jej brak został więc wypełniony transferami środków budżetowych oraz - dodatkowo - zadłużeniem ZUS. W tym sensie można więc mówić, że reforma z 1999 roku została okupiona znacznym przyrostem długu publicznego. Ubiegłoroczne zmniejszenie o 2/3 składki przekazywanej przez ZUS do OFE można więc nazwać głęboką korektą systemu. Chociaż rząd uchyla się od jednoznacznych deklaracji, to zmiana ta prawdopodobnie jest zmianą trwałą, którą niektórzy komentatorzy nazwali powrotem do systemu sprzed reformy.

Nikt nic nie wie

Opinia ta pomija jednak inną rzadziej zauważaną zmianę, którą wprowadziła reforma z roku 1999 roku, a jest nią odejście od "systemu zdefiniowanych świadczeń". To żargonowe określenie oznacza odejście od gwarantowania przez państwo określonego i znanego przyszłym emerytom ze znacznym wyprzedzeniem poziomu świadczeń emerytalnych. Kiedyś, nie tylko w Polsce, ale i we Francji czy Niemczech, obywatele wiedzieli, że w momencie przejścia na emeryturę ich świadczenia będą wynosić 60 czy 70 procent średniej lub nawet ostatniej płacy. Teraz takiej gwarancji nie ma i wszyscy staliśmy się uczestnikami systemu zdefiniowanych składek: wiemy, ile obecnie wpłacamy, wysokość przyszłych świadczeń jest jednak nieznana. Nieznane są więc zarówno świadczenia z ZUS, jak i niepewna jest wielkość świadczeń z OFE.

Niepewności te mają jednak inne źródła. O ile sumy wpływające do ZUS zależne są od liczby pracujących i wielkości składek, to rentowność OFE zależna jest od wahań na rynku kapitałowym. W obecnej sytuacji na giełdach wielkość świadczenia otrzymywanego z OFE byłaby minimalna. Kwestia ta nie byłaby problemem publicznym, gdyby nie to, że składki do OFE nie są wpłatami dobrowolnymi, a przymusowymi. Wydawać by się mogło, że jeśli państwo przymusza, to także gwarantuje i zapewnia bezpieczeństwo. Jest to jednak w znacznej mierze złudzenie, gdyż nie ma instrumentów wymuszających na OFE wysoką rentowność. Jeśli OFE są za coś karane, to jedynie za silne odchylenia od średniej rentowności. Gdy tracą pieniądze, to tracą najczęściej wszystkie. Jeśli wszystkie OFE mieszczą się w dozwolonym odchyleniu od średniej, karane być nie mogą. Powtórzmy: błędem reformy z 1999 roku było stworzenie iluzji, że państwo gwarantuje zysk bez ryzyka. Że jest to niemożliwe, wiedzą teraz prawie wszyscy.

Bolesna lekcja kapitalizmu

Emerytury Polaków znalazły się więc w podwójnych kleszczach: starzenie się społeczeństwa, niska stopa urodzeń oraz emigracja ekonomiczna podcinają zdolność do finansowania świadczeń wypłacanych w systemie finansowania bieżącego, a niestabilność rynków kapitałowych odbiera złudzenia, że istnieje łatwy sposób na nadzwyczajne zyski, które zrekompensowałyby mizerię kasy ZUS.

W ciągu dekady otrzymaliśmy więc bolesną lekcję na temat istoty zabezpieczenia dochodu na starość (po zakończeniu aktywności zawodowej). Rzeczywistość przypomina nam, że owo zabezpieczenie pochodzić powinno zarówno z gwarantowanej emerytury państwowej, jak i indywidualnych oszczędności oraz transferów wewnątrz rodzin. Przypomina, że emerytura państwowa jest historyczną nowością, została wprowadzona pod koniec XIX wieku i zapewniała wysokie świadczenia w państwach Europy Zachodniej przez mniej więcej 30 lat, "chwalebnych lat" po zakończeniu II wojny światowej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dbajmy, aby decyzje publiczne podejmowane były w oparciu o rzetelne informacje i rozumowanie, a demagogia była ujawniana i ograniczana. image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Janusz40 Szanowny Panie, Dziekuje za te obserwacje. Pozdrawiam, Aleksander Surdej
  • @Mikis Szanowny Panie, Zbudowano gargantuiczny system zbiorowej (instytucjonalnej)...
  • @mis55 Szanowny Panie, Owszem znane są mi podnoszone przez Pana(ią) kwestie. Tak się dziwnie...

Tagi

Tematy w dziale